« Powrót do aktualności

Albatros. Zakochaj się w Pile kolejna praca.

To kolejna z prac, które napłynęły na organizowany przez KZ Nieruchomości i Państwową Uczelnię Stanisława Staszica, konkurs #ZakochajSięwPile. Pan Janusz Marszałek zabiera nas w niedaleką przyszłość i porusza temat zahaczający o miejską legendę. Praca zajęła drugie miejsce (ex aequo z pracą pani Marty Wojnar). Fundatorami nagród w konkursie są KZ Nieruchomości, Studio K2 oraz K2 Invest. Patronem konkursu jest 67. Magazyn Nad Gwdą i Notecią. Zapraszamy do zanurzenia się w nieco fantastycznej, ale bardzo lokalnej rzeczywistości wykreowanej przez pana Janusza.

 

cja Dróg Krajowych i Autostrad zawiadamia, że podczas prowadzonych prac przy budowie drogi S10, węzeł Stara Łubianka – Piła, na siódmym kilometrze tego odcinka, (okolice połączenia DK nr 10 z nowo budowaną trasą a zjazdem na pilskie lotnisko) natrafiono na rozległe, podziemne struktury, mogące stanowić wartość archeologiczną. W związku z powyższym GDDKiA zwraca się do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu z Delegaturą w Pile o zbadanie i ewentualne zabezpieczenie stanowiska. Jednocześnie prosimy o nadanie tej sprawie najwyższego priorytetu ze względu na dotrzymanie terminowości budowy.

Z poważaniem insp. Katarzyna Nowicka

***

Biała furgonetka zatrzymała się przy hałdzie świeżo usypanej ziemi, wysiadło z niej dwóch mężczyzn. Rozmawiali, paląc papierosy. Po chwili jeden z nich ruszył w stronę pobliskiego lasu, zatrzymał się jednak i krzyknął do kolegi:

– Adam zadzwoń do kierownika i powiedz, że potrzebne będzie jakieś trzysta metrów kabla i nadajnik. Ja za chwilę wrócę, zobaczę tylko czy tu prawdziwków nie ma, bo znajomy już nazbierał, OK?

– Chyba papierniaki – odkrzyknął – Człowieku prawdziwki będą gdzieś pod koniec września, a nie na początku lipca.

– Są, są. Teraz właśnie jest wysyp na prawdziwki majowe. Idę zobaczyć

Adam pokiwał z rezygnacją głową, mrucząc: – Tak, w lipcu majowe. Ech, Krzysiek, z ciebie to jednak świr, ale zbieraj do woli. Co mi tam.

Krzysiek przeszedł jakieś dwieście metrów, bacznie się rozglądając w poszukiwaniu borowików. Niestety informacje od znajomego, mówiące o wysypie grzybów okazały się fałszywe.

– Trudno – pomyślał – to chyba złe miejsce, za mało wilgoci.

Zataczając koło, ruszył w powrotną drogę. Z lasu wyszedł kilkaset metrów za samochodem. Dookoła zwały zepchniętej na boki ziemi, z której jak skorupa gigantycznego żółwia, wyłaniała się dziwna kopulasta struktura, zarysowana zębami wygłodniałej koparki. Słyszał, że natrafiono tu na to dziwne znalezisko i na czas badań archeologicznych wstrzymano budowę tego odcinka. Zaczął uważnie lustrować otoczenie i pewna myśl poczęła nieśmiało kiełkować w jego głowie. Wyciągnął telefon, zrobił kilka zdjęć, które postanowił wieczorem pokazać koledze, pasjonatowi historii Piły. Teraz jednak musiał wracać do pracy.

Musieli jeszcze dzisiaj ustawić kilka znaków, tak by następnego dnia, można było przekierować ruch na tymczasowy objazd nowo budowanej ekspresówki ze starą dziesiątką.

Reszta dnia minęła wypełniona monotonią pracy. Rozciąganie kabli, ustawianie sygnalizatorów, sprawdzanie jak to wszystko działa, aby nazajutrz cały ruch puszczony był prowizoryczną obwodnicą.

Wieczorem Krzysztof zadzwonił do kolegi, chcąc podzielić się domysłami dotyczącymi odkrycia przy budowie.

– Cześć, Marek! – powiedział po usłyszeniu głosu przyjaciela – Słyszałeś o tym odkryciu przy budowie trasy?

– Cześć. No coś tam obiło mi się o uszy. Masz coś nowego? zapytał zaciekawiony.

– W sumie to nie, ale dzisiaj będąc tam, olśniło mnie! Stary słyszałeś o tunelach pod pilskim lotniskiem?

– Co, myślisz, że to jest właśnie to, serio?

– Człowieku to jest idealnie w osi lotniska. Co by to mogło być innego. Widziałem na własne oczy, mam zdjęcia. Masz czas? Wpadnę do Ciebie, sam zobaczysz. W sumie to możemy tam skoczyć. To co, masz czas? – w aparacie zaległa cisza. Widać Marek zastanawiał się nad planem kolegi, po chwili powiedział:

– Jasne. Wpadniesz po mnie, czy ja mam przyjechać? Tylko wiesz, to jest teren budowy, nikt nas nie pogoni? – zapytał zaniepokojony.

– Daj spokój. Ja tam pracuję, a poza tym tylko rzucimy okiem, a to nie przestępstwo. To jadę. Siedzę już w samochodzie, za chwilę będę.

Marek Parowski był pasjonatem historii tego miasta. Najciekawsze było poznawanie dotąd niezgłębionych tajemnic, a Piła obfitowała w nie jak żadne inne miasto i teraz właśnie nadarzała się nie lada okazja do odkrycia jednej, a może kilku z nich. Legendy głoszą, że pod pilskim lotniskiem jeszcze przed drugą wojną światową Niemcy zbudowali rozległe tunele, sięgające centrum miasta, a te bardziej śmiałe mówiły aż o bomboskładzie w okolicach Starej Łubianki. Było wielu badaczy, poszukiwaczy ukrytych wejść czy choćby informacji o tych tunelach, jednak bez skutku. Marek czuł podekscytowanie, kiedy zjechali z drogi, zatrzymując się na poboczu, a przed nimi pojawiły się wykopy z których nieśmiało wyłaniała się tajemnica ukryta tyle lat przed ciekawością badaczy. Po dojściu do celu Krzysztof pokazał miejsce na które natknął się wcześniej.

– Zobacz – powiedział. – Tam jest lotnisko… Tak mniej więcej. Nie wydaje ci się to dziwne? Pasy startowe idą jakoś tak. No i co ty na to? – Krzysztof postawił tryumfalnie nogę na hałdzie ziemi, szeroko się przy tym śmiejąc.

– Cholernie głęboko, będzie jakieś sześć metrów pod ziemią. Możesz mieć rację – Marek podszedł do betonu wyłaniającego się z ziemi, bacznie go oglądając – Wiesz coś więcej, byli archeolodzy? – zapytał zamyślony.

– Z tego, co słyszałem, to byli i chyba jutro czy na dniach mają tu ściągnąć georadar z Nafty. Chcą sprawdzić, jak daleko to sięga.

Marek pokiwał głową, mówiąc: – Jeżeli nasze przypuszczenia się potwierdzą, to wiesz, co to może być za odkrycie. Tam mogą być zachowane rzeczy, o których nam się nie śniło i wszystko nietknięte przez jakieś osiemdziesiąt pięć lat. Krzychu, tam mogą stać całe samochody, czołgi a może i samoloty!

Obeszli wykopalisko dookoła, rozważając wszystkie alternatywy. W sumie to rozmowa o znalezisku wypełniła cały wieczór, wyobraźnię pobudzało zimne piwo, którego spory zapas miał Krzysztof w altanie ogrodowej, skąd roztaczał się widok właśnie na pilskie lotnisko. Nieźle podchmielony Marek w drodze powrotnej do domu zastanawiał się nad sposobem wkręcenia do zespołu badawczego. Pieszy spacer sprzyjał rozmyślaniom. Postanowił następnego dnia zadzwonić do znajomego archeologa Jarosława Żwira, bez którego nic w tej dziedzinie nie będzie się działo. Znali się jeszcze z liceum, a dzisiaj Jarosław jest archeologiem, któremu zawdzięczamy wiele odkryć w całym regionie.

Następnego dnia, przy porannej kawie Marek wybrał numer znajomego archeologa. Po kilku sygnałach usłyszał w aparacie głos kolegi.

– Żwir, słucham.

– Tu Marek Parowski. Cześć Jarek. Mam pilną sprawę. Masz chwilę?

– No jasne. Co, znalazłeś skarb Templariuszy? – zapytał roześmianym głosem.

– Niestety nie. Chodzi mi o to, co ty znalazłeś, wiesz tam przy budowie „eski”. Znasz mnie i wiesz, jaki jestem. Jarek. Nie wiem, jak to zrobisz, ale weź mnie ze sobą. Wiem, że z grafika mały pożytek, ale ja muszę przy tym być, jako tragarz, kopacz, co chcesz. To jak, załatwisz mi to?

Przez chwilę w słuchawce była cisza, po chwili jednak z uczuciem ulgi Marek usłyszał śmiech archeologa, a po chwili powiedział:

– Masz urlop, czy jesteś bezrobotny? Wiem, że masz nosa i przeczucia cię rzadko mylą, więc sądząc po Twojej determinacji, uważasz, że to coś istotnego?

– Ja to wiem, Jarek! Byłem tam i na dziewięćdziesiąt procent, wiem co to jest – wykrzyknął Marek.

– O! To w sumie dalsze badania są zbędne, skoro Ty już wiesz z czym mamy do czynienia – zażartował Jarek. – Mogę cię wziąć, ale jako wolontariusza. Kasy z tego mieć nie będziesz.

Marek, kiedy to usłyszał, aż podskoczył z radości.

– O nic więcej mi nie chodzi. Dzięki! Jesteś wielki.

Jeszcze tego samego dnia, spotkali się na miejscu odkrycia. Pojawił się też ciężki sprzęt z pilskiej Nafty. Fachowcy od poszukiwania ropy naftowej przeprowadzili dokładne badania terenu sprzętem, który jeszcze kilka lat temu osiągalny był tylko w sferze marzeń. Pierwsze skany lidarem o potężnej mocy wykazały anomalie struktur geologicznych. Na podstawie tych danych przeprowadzono jeszcze szczegółowe badania georadarem, które tylko potwierdziły wcześniejsze wyniki. Nie było wątpliwości, że owe struktury ciągną się dalej, początkowo w kierunku północnowschodnim, po czym łagodnym łukiem skręcają na północ i ciągną się aż do byłego bomboskładu. Szerokość owego obiektu szacowana na jakieś osiem metrów. Zbliżał się wieczór, wszyscy zmęczeni upałem i całodniową pracą siedzieli w cieniu drzew, pijąc wodę mineralną. Jarek wyszedł na środek obozowiska, aby powiedzieć kilka słów.

– Moi drodzy, jak widzicie, dzień obfitował w niespodzianki i odkrycia. Niewątpliwie mamy tu do czynienia z obiektem pochodzącym z czasów drugiej wojny światowej – referował Jarek. – Musimy zachować szczególną ostrożność, gdyż obiekt może być zaminowany, kryć w sobie materiały wybuchowe lub inne niebezpieczeństwa. W najbliższych dniach sprowadzony zostanie odział saperów i dopiero pod ich nadzorem prowadzone będą dalsze badania. Na razie chciałem podziękować wszystkim za zaangażowanie wysiłek i naprawdę dobrą robotę.

Ekipy, jedna po drugiej, zaczęły opuszczać plac budowy. Na miejscu pozostali tylko Jarosław i Marek.

– I chyba będzie sensacja – powiedział zapatrzony przed siebie archeolog. – Chyba miałeś rację, choć patrząc na to odkrycie, dla kogoś kto słyszał o tych legendach wnioski nasuwają się same. Jak myślisz, zaminowali to przed opuszczeniem?

Marek grzebiąc patykiem w ściółce, odrzekł: – Bardzo prawdopodobne, jeżeli okaże się, że to jest to o czym myślimy, to musiało być bardzo dla nich ważne i tajne skoro tak doskonale zamaskowali i utajnili tak gigantyczny projekt.

– No cóż, pojutrze przyjadą saperzy, sprawdzą teren, wykonamy kilka odwiertów, wpuścimy drona i będzie wiadomo z czym mamy do czynienia, ale wiesz, Marek, czuję że to będzie coś bardzo znaczącego. Coś jak ten złoty pociąg z okolic Wałbrzycha. Też to czujesz? Tę ekscytację, jakbyśmy stali na progu kapsuły czasu. Już odkrytej samej w sobie, jednak jeszcze skrywającej wszystko co zawiera jej wnętrze.

Marek pokiwał głową.

– Jak myślisz, dlaczego tak mi zależało na byciu tu i teraz. To jest właśnie to o czym mówisz. Czuję podobnie jak ty.

Minął dzień i następnego ranka na miejscu odkrycia pierwsi pojawili się saperzy. Jak to wojsko, od razu zabrali się do pracy. Zabezpieczono teren, rozstawiono sprzęt. Następny przybył bus archeologów. Ze względów bezpieczeństwa musieli zaparkować w pewnym oddaleniu. Po chwili przybył sprzęt z Nafty. Od razu można było rozpoczynać wykonywanie odwiertów.

Ciężkie diamentowe wiertło centymetr po centymetrze zaczęło wgryzać się w beton. Robot wiercący ze zgrzytem zagłębiał się w nieznanej grubości płytę, która najprawdopodobniej była stropem legendarnego tunelu. Po niemalże dwóch godzinach wytężonej pracy i metrze litego betonu głowica przeszła na drugą stronę. Po wycofaniu maszyny saperzy przez wywiercony otwór wpuścili kamerę, która podświetlana silnymi lampami przesłała pierwszy obraz z wnętrza. Do archeologa podszedł dowódca saperów.

– Panie Jarosławie, mamy pierwsze obrazy z wnętrza. Tutaj wydaje się czysto, nie widać ładunków. Proszę, niech pan sam zobaczy.

Jarek ruszył z żołnierzem. Jednak po chwili odwrócił się, kiwając na Marka.

– Chodź! Chyba że cię to nie interesuje.

Weszli do wojskowego namiotu. Na stole ustawione monitory przed którymi operator sterował kamerą.

– Jak to wygląda? – zapytał archeolog.

– Proszę, zapraszam do stanowiska operatora kamery.

Obraz na monitorze przedstawiał półkolisty tunel, po którego dnie biegły tory kolejowe. Wszystko zasłane grubą warstwą kurzu i pajęczyn. Saper podszedł bliżej, wskazując na ekran.

– Jak widać, wszystko jest w doskonałym stanie. Nie widać założonych ładunków. Za chwilę wpuścimy autonomicznego drona, który przeskanuje dostępną przestrzeń. Jeżeli nie stwierdzimy zagrożeń, będzie pan mógł rozpocząć prace. Oczywiście po zrobieniu wejścia, będziemy musieli wszystko dokładnie sprawdzić, ale sam pan rozumie, względy bezpieczeństwa.

Skany wykazały tunel ciągnący się aż pod płytę lotniska, gdzie przechodził w rozległą halę. Dron sprawdził tylko pobieżnie przestrzeń, reszty miała dokonać ekipa badawcza. Prace rozpoczęły się już następnego dnia. Koparki i spychacze odsłoniły boczną ścianę, w której za pomocą specjalnej piły wycięto wejście. Prace trwały kilka dni. Eksploracji obiektu dokonała ekipa badaczy z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu z Jarosławem Żwirem na czele, pod nadzorem saperów ze Złocieńca.

Po kilku dniach zwołano konferencję prasową, gdzie oficjalnie ogłoszono wyniki prac badawczych.

***

– Serdecznie witam wszystkich na konferencji prasowej, która poświęcona jest odkryciu jakiego dokonaliśmy podczas budowy trasy szybkiego ruchu S10 na odcinku Stara Łubianka – Piła. Serdecznie witamy przedstawicieli władz państwowych, władz miasta, rzecznika Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, oraz przedstawiciela Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu z delegaturą w Pile. Na początku oddaję głos archeologowi, człowiekowi, który uczestniczył w badaniach i eksploracji odkrytego obiektu, a jest nim Pan Jarosław Żwir! Prosimy!

Archeolog podszedł do mikrofonu, ukłonił się i zaczął mówić.

– Szanowni Państwo, dzisiaj jest dwudziesty piąty lipca, dwa tysiące dwudziestego piątego roku, i ta data zostanie na trwałe zapisana w kronikach miasta. Dokonaliśmy bowiem odkrycia, a właściwie odkryć niesłychanej wprost wagi. Wydarzenie to rzuca całkiem nowe światło na lata wojenne tego miasta. Jak wiadomo Niemcy pod koniec wojny przekształcili Piłę w twierdzę, która miała osłaniać Wał Pomorski. Myliliśmy się. Teraz dowiedzieliśmy się co było tak naprawdę tego powodem. Otóż pod płytą pilskiego lotniska istnieje rozległy kompleks tuneli i hal z zachowaną w idealnym stanie infrastrukturą. W tych gigantycznych rozmiarów pomieszczeniach natrafiliśmy na trzy prototypy, w różnej fazie budowy, samolotów Albatros S10 z napędem odrzutowym, którego projekt był tak tajny, że dowiadujemy się o nim dopiero dzisiaj. Samoloty są w idealnym stanie, a ciekawostką jest ich nazwa, a właściwie symbol S10 – taki zbieg okoliczności. Natrafiliśmy na wiele innych artefaktów o nieocenionej wartości historycznej. Jest jeszcze wisienka na torcie, bo myślicie Państwo, że już nic nie może przyćmić tego, o czym powiedziałem dotąd. Jednak jest coś, co lśni pośród tych skarbów, niczym gwiazda. W jednej z hal natrafiliśmy na zrabowane przez Niemców skarby, z których najważniejszym jest odnalezienie legendarnej Bursztynowej Komnaty.

Na sali zrobił się szum. Dziennikarze przekrzykiwali się nawzajem. Nikt nie spodziewał się takiej sensacji. Archeolog kontynuował. – Tak, proszę państwa, życie potrafi zaskakiwać. Przed nami jeszcze mnóstwo ekscytującej pracy. Do zbadania pozostała duża część obiektu. O postępach prac będziemy państwa informować na bieżąco. Chciałbym jeszcze podziękować wszystkim, którzy swoją pracą przyczynili się do tych odkryć, a w szczególności saperom z Drugiej Brygady Zmechanizowanej w Złocieńcu, którzy rozminowali teren i sprawili, że mogliśmy bezpiecznie pracować.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb klientów. Zmiany ustawień dotyczących plików cookie można dokonać w dowolnej chwili modyfikując ustawienia przeglądarki. Korzystanie z tej strony bez zmian ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

rozumiem