« Powrót do aktualności

Ja tu zostaję... Przeczytajcie kolejną wyróżnioną pracę w konkursie.

Ja tu zostaję.... Przeczytajcie kolejną wyróżnioną pracę w konkursie.

Czas na kolejną wyróżnioną pracę w konkursie literackim zorganizowanym przez Państwową Uczelnię Stanisława Staszica oraz KZ Nieruchomości. Autorką kolejnego opowiadania jest Pani Marta Wojnar, która swoją historię kończy słowami... "Nie sprzedam tego domu. Ja tu zostaję. Zakochałam się…" Poznajcie bohaterkę opowiadania .... Martę, która porządkując sprawy spadkowe spotkała swoje przeznaczenie, małego miasta z własną niebanalną historią i zakochanej Heleny.
Zapraszamy do lektury. 


"Ja tu zostaję"

-Nie, nie ma mowy! Nie chcę jechać na drugi koniec Polski, do jakiejś: Piły?! Gdzie to w ogóle jest? Marta nerwowo krążyła po kuchni. Wiedziała, że jej opór był daremny, bo ktoś musiał jechać uporządkować sprawy spadkowe po bracie ojca – wujku Stefanie. W końcu spadek, to spadek, nie było co wybrzydzać, otrzymali dom. Fakt, że w Pile – ale zawsze to dom, który można sprzedać. Ze złością zerknęła na mamę, która poprawiała poduszkę pod nogą w gipsie, na twarzy już miała odmalowane zwycięstwo.

- Córcia, no przecież ja nie pojadę – pogłaskała czule gips na nodze. – Ktoś musi…wiesz, szybciutko załatwisz sprawy urzędowe, znajdziesz jakieś biuro nieruchomości, wystawisz dom na sprzedaż i za tydzień wrócisz do domku - przymilała się.

Tak, jasne! Przecież to takie łatwe - pomyślała w duchu Marta. W teorii… Szlag by to…Wiedziała, że musi pojechać. Kolejne dni upłynęły na organizowaniu wyjazdu. Wzięła dwa tygodnie urlopu. Pocieszała się, że gdy już upora się z papierologią znajdzie jakieś ciekawe miejsce do odpoczynku na tym zadupiu.

- Wyłączę telefon! Zablokuję ich wszystkich! Wezmę książki i pójdę nad jakieś jezioro – pomstowała w duchu.

Dom po wujku okazał się być bardzo przytulnym, uroczym, małym domkiem, za to ze wspaniałym ogrodem. Z przestronnej, jasnej jadalni był widok na Gwdę – najcudowniejszy, jaki Marta mogła sobie wyobrazić…Boże, jak tu jest pięknie! Ten ogród jest rajem na ziemi – westchnęła przerzucając kolejne kartony pełne gratów. Szybko segregowała rzeczy. Odkładała te, które mogły się jeszcze komuś przydać. Resztę musi wywieźć na składowisko odpadów.

 

Przed wieczorem uporządkuję całe piętro, jutro strych, a potem zadzwonię do KZ Nieruchomości i umówię się na rozmowę w sprawie sprzedaży domu – planowała w duchu. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie będzie mogła oddać się błogiemu lenistwu przez kolejne dni urlopu – w jej głowie już krystalizował się plan działania. Kusiły ją widoki zza okna. Musi znaleźć chwilkę by pójść do biblioteki, poprzegląda jakieś foldery, przewodniki. Zobaczymy, co w tej Pile mają ciekawego – pomyślała – Może odważę się wypożyczyć kajak i popływam po rzece, zawsze o tym marzyłam... Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek telefonu.

- Jak Ci idzie córeczko? – mama, jak zwykle we wspaniałym humorze, świergotała do telefonu.

- Mamo, Ty widziałaś ten dom, ogród? Byłaś tu kiedyś?

- Oj, dawno temu, ale pamiętam, że dom był ładnie położony… Niedaleko lasu, prawda?

- Mamuś, tu jest po prostu ślicznie! Z domu jest widok na Gwdę, gdzie pływają łabędzie. Rano obudził mnie śpiew ptaków – rozmarzyła się. Można chodzić na spacery do lasu, który jest tuż obok – relacjonowała Marta – W dodatku do centrum Piły jest całkiem bliziutko. Wiesz? Zastanawiam się, jak to jest możliwe? Masz cywilizację pod nosem, a gdy chcesz świętego spokoju zmieniasz kierunek marszu i za moment jesteś w lesie. – zaśmiała się Marta. Dom już jest uporządkowany, został mi tylko strych – dodała. Jestem umówiona z panem Marcinem z KZ Nieruchomości, przyjedzie zrobić zdjęcia, gdy tylko dam znać, że jestem gotowa.

Strych okazał się nie lada wyzwaniem. Wujek Stefan chyba żadnej rzeczy nie wyrzucał na śmietnik, wszystko musiało wylądować tutaj – pomyślała Marta siłując się z wiekiem starego kufra. Przeglądając stare dokumenty trafiła na gruby zeszyt z pożółkłymi ze starości kartkami. Zaczęła czytać. Zorientowała się, że był to pamiętnik jakiejś kobiety... miała na imię Helena, urodziła się 22 maja 1875 r. w Pile. Nie wierzę – szepnęła Marta – Dokładnie 100 lat przed moimi narodzinami! – aż dostała wypieków na twarzy. Helena? Helena?! – przecież tak miała na imię prababcia… Helena i Jan – rodzice moich dziadków: Anny i Wojciecha! Czy to możliwe, żeby na strychu zachował się pamiętnik mojej prababci? Zaczęła czytać…

25 marca 1888 r.

Od kilku dni nieustannie pada deszcz. Gwda zaczyna wylewać wodę na miasto. Robi się naprawdę niebezpiecznie. Dziś, gdy robiłyśmy z mamą zakupy widziałyśmy zalane budynki. Boję się, że woda dotrze do naszego domu…

13 kwietnia 1888 r.

Nareszcie mogliśmy wrócić do Piły. Wyjechaliśmy na wieś, bo Piła była zalana. Ponad 14 ulic pod wodą, zawaliło się prawie 30 budynków, a prawie 60 jest uszkodzonych…Ludzie stracili dach nad głową. Wielu musiało opuścić, tak jak my, to miasto. Mama mówiła, że woda była wyższa ode mnie. Widziałam dziś zawalone budynki, jest mi bardzo smutno…

Opowieść tak bardzo wciągnęła Martę, że nie zauważyła kiedy zrobiło się ciemno i z trudem mogła odczytać pismo w grubym brulionie. Powoli zeszła ze strychu, zaparzyła sobie wielki kubek herbaty, wyszła na werandę, opatuliła się kocem i zagłębiła się w lekturze pamiętnika.

27 maja 1893 r.

5 dni temu skończyłam 18 lat. Jestem dorosła. Wcale mnie to nie cieszy wobec tego wszystkiego, co dzieje się w naszym mieście. A wszystko przez te okropną studnię. Po ostatniej epidemii cholery w naszym mieście brakowało czystej wody do picia. Konieczne stało się wykopanie nowej studni. Wybrali ponoć kilka miejsc. Zaczęli kopać na rogu ulic Małej Kościelnej i Wielkiej Kościelnej. Aż nagle, jak nie wystrzeli w górę słup wody! W ogóle nie potrafią tego zatamować. Ziemia się osuwa, ewakuują ludzi. Boże, co to będzie? Widok jest przerażający, ludzie uciekają ze swoich domów. My również musimy wyjechać na wieś. Tak bardzo się boję, nie chcę takiej dorosłości! Czy nad tym miastem wisi jakaś klątwa? Pożary, powodzie…a teraz jeszcze ta Studnia Nieszczęścia…

Odłożyła pamiętnik na kolana i zamyśliła się. Nie wiedziała, że jej pradziadkowie byli świadkami takich wydarzeń, co tam się wydarzyło? Kolejne wpisy nie były czytelne.

Z samego rana poszła do biblioteki. Trafiła do Działu Regionalnego, gdzie bardzo miłe panie przygotowały jej książki o Pile: przewodniki, foldery i albumy. Jedna z nich: „Było takie miasto” – przyciągnęła jej uwagę. Był to gruby album ze starymi kartkami pocztowymi. Zafascynowana zaczęła go przeglądać. Piła była miastem okrutnie doświadczanym przez los – aż trzy wielkie pożary, zniszczyły to miasto. Za każdym razem musiało się odradzać od nowa. Powodzie… i owa opisana w pamiętniku „Studnia nieszczęścia”. Miała przed sobą pocztówki na których upamiętniono te wydarzania. Nie mogła uwierzyć, że jej prababcia była świadkiem tych wydarzeń. Dowiedziała się, że podczas wojny Piła była bardzo zniszczona, większość zabytków została zbombardowana. W samym centrum miasta aż 90% zabudowy uległo zniszczeniu. Teraz inaczej spojrzała na zapiski babci Heleny. Inaczej zaczęła również myśleć o samej Pile. Była bardzo ciekawa, co wydarzyło się później. Historia jej rodziny, która zaczęła się ponad 100 lat przed jej narodzinami, wydała jej się fascynująca.

20 kwietnia 1904 r.

Poznałam cudownego mężczyznę. Zupełnie przez przypadek…Tuż obok kościoła Świętych Janów, zdejmowałam właśnie apaszkę, bo zrobiło się bardzo ciepło. Wiatr wyrwał mi ją z ręki i pofrunęła w stronę rzeki. Ktoś podbiegł i wyciągnął ją z wody. Przyniósł mi ją, spojrzałam na niego, potem prosto w jego oczy… i już po mnie. Ma najcudowniejsze niebieskie oczy na świecie. Za nic się nie przyznam, ale już się w nim dłużę…Ma na imię Jan…Mój Janek…Czy to jest możliwe, aby zakochać się tak po prostu od pierwszego wejrzenia?

Marta uśmiechała się do siebie. Więc to jednak prawda – trafiłam na pamiętnik mojej prababci. Wiedziała, jak ta historia się skończy…Ich małżeństwo było w rodzinie legendą, do końca życia byli nierozłączni i bardzo się kochali. Tę historię swojej rodziny znała – wielka miłość pradziadków, którzy razem zginęli podczas pierwszych nalotów we wrześniu 1939 roku. Mieli jednego syna - jej ukochanego dziadka Wojtka, który urodził się w 1906 roku. Dziadek z babcią również bardzo się kochali. Owocem ich miłości był właśnie wuj Stefan, który zostawił spadek i ojciec Marty, który jest aż 14 lat młodszy od swego brata.

Wróciła do lektury…

28 sierpnia 1904 rok

Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Dziś mój Janek mi się oświadczył, a ja przyjęłam jego oświadczyny. Nie mogło być inaczej, marzyłam o tym od pierwszego spotkania! Zaprosił mnie na spacer do Parku Miejskiego. Chciał mi pokazać nową altankę, którą postawiono w centralnej części parku, tuż obok stawu. Wszyscy w Pile się nią zachwycają, jest taka piękna. Oparłam się o balustradę, zamknęłam oczy by posłuchać śpiewu ptaków, odwracam się … a On klęczy. Trzyma przed sobą pudełeczko wyłożone aksamitem, na którym połyskiwał prześliczny pierścionek z wielkim, niebieskim – jak jego oczy - kamieniem.

Marta z łatwością mogła wyobrazić sobie tę scenę. Zapragnęła zobaczyć ten park i wszystkie inne miejsca, które były związane jej rodziną.

Ponownie udała się do biblioteki. Jak zwykle pomocne panie zasugerowały co powinna zobaczyć i gdzie pójść. Niestety, okazało się, że miejsce w którym zaczęła się wielka miłość pradziadków, już nie istnieje. Kościół Świętych Janów ze swoimi dwiema wieżami uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej, a ostatecznie rozebrano go w 1975 roku, roku w którym ona przyszła na świat….Uznała to, za jakiś dziwny zbieg okoliczności, a jej romantyczna dusza doszukiwała się w tym przeznaczenia. W samym centrum miasta, gdzie niegdyś znajdował się kościół Dwóch Janów wybudowano hotel. Nie grzeszył on urodą, jednak za nim, odnalazła piękne bulwary, prawdziwą oazę zieleni. Usiadła na ławce tuż przy rzece. Przejrzała foldery. Oczyma wyobraźni widziała jak Jan biegnie nad brzeg rzeki po apaszkę, jak ją oddaje Helenie, a ich ręce po raz pierwszy się dotykają.

Wiedziała, że następnym punktem jej małej, sentymentalnej podróży musi być park, a przede wszystkim altanka, w której poprosił by została jego żoną.

Położony on był w zachodniej części miasta. To jeden z najstarszych parków miejskich w Wielkopolsce. W samym jego środku znajduje się staw, a tuż przy jednym z jego brzegów dostrzegła żelazną, secesyjną altankę. Wydała jej się idealnym miejscem na pierwszą randkę, a tym bardziej na oświadczyny. Niemal czuła romantyczną atmosferę tamtego wieczoru. Tuż obok altanki stała ozdobna latarnia, wierna kopia tych przedwojennych, które z całą pewnością oświetlały starą, przedwojenną Piłę. Teraz nabrała już pewności, że musi zobaczyć inne zakątki, które były ważne dla Heleny i Jana. Miejsca, gdzie pracowali, spacerowali trzymając się za rękę, gdzie zatrzymywali się by wymienić pocałunki.


 

Pradziadek pracował na kolei. Piła przez wiele lat była ważnym węzłem komunikacyjnym. Pojechała do centrum miasta by zobaczyć odnowiony budynek dworca, a przede wszystkim starą parowozownię. Obie budowle są wpisane na listę zabytków. O ile dworzec był już po remoncie, to parowozownia wymagała szybkiej renowacji. Już z daleka dojrzała charakterystyczny, okrągły kształt. Wyczytała, że stał on się wzorem dla tego typu obiektów w Berlinie i Magdeburgu. Potrafiła wyobrazić sobie jej pierwotne piękno. Poczuła dumę, że to właśnie z tym miejscem wiąże się historia jej przodków.

Helena pracowała na poczcie. Z dworca szła spacerkiem ulicą, niegdyś Starą Dworcową, w stronę dawnego budynku poczty. Obecnie jest on odnowiony i ma w sobie dawny urok niemieckiego renesansu. Na starych fotografiach widziała, że za czasów Heleny i Jana był tu plac Wilhelma, a naprzeciwko poczty stała Synagoga. To musiało być piękne miasto. Od pań z biblioteki dowiedziała się, że w Pile przywrócono historyczny wygląd kilku innym obiektom między innymi Szkole Podstawowej nr 1 i nr 7 oraz słynnej Szkole Policji w Pile, którą także postanowiła zobaczyć. Interesowała ją choćby dlatego, że jej znajomy spędził tu parę lat i często opowiadał anegdotki z nią związane. Wspominał o legendzie dotyczącej herbu Piły umieszczonego na elewacji. Ponoć, gdy wyciągnie się jedną z wystających cegieł, które tworzyły obrys herbu – cały gmach mógłby runąć jak domek z kart. Takie opowieści sprawiają, że miasto staje się ciekawsze, nawet i mnie ciekawość tu przyprowadziła - zaśmiała się w duchu. Ogromny budynek powstał na Placu Gdańskim, który dziś nazwa się placem Staszica. Bardzo długo pełnił on również funkcje sportowe, rozegrano tu wiele meczy.

Uznała, że Piła to miasto, które ma w sobie jakąś niezwykłą magię. Z każdej strony opasane jest rzeką, a prawie wszystkie ważne instytucje mają swoje siedziby w jej pobliżu – pomyślała. Piła musi być niezwykła, przecież nawet swoją powierzchnię ma zbliżoną do Paryża, a Paryż to w końcu Miasto Miłości – rozmarzyła się.

Z godziny na godzinę to miejsce stawało się dla niej ważniejsze niż mogłaby przypuszczać. Chciała poznać jego tajemnice. Fascynowało ją, że tyle razy to miasto musiało zaczynać od początku, odbudowywać się po pożarach, po powodziach, po wojnie.

Koniecznie musiała odnaleźć grób Heleny i Jana. Z rodzinnych opowieści wiedziała, że zostali pochowani razem, na starym, zabytkowym cmentarzu przy alei Powstańców Wielkopolskich.

Kupiła bukiet białych róż i poszła na cmentarz. Nie spieszyła się. Powoli przechodziła od jednego pomnika do drugiego…Myśli jej błądziły wokół szczęśliwych dni jej pradziadków, tak pięknie opisanych przez Helenę. Wyobraziła sobie ją samą – młodą, roześmianą, piękną kobietę z długim warkoczem i intensywnie zielonymi oczami. Niemal widziała tę parę przytuloną do siebie w parkowej altance.

Odnalazła grób pradziadków, z pięknie rzeźbionym nagrobkiem, zaniedbany i brudny. Zrobiło jej się przykro i zalała ją fala wyrzutów. Tak nie może być – pomyślała. Jesteśmy rodziną, należy im się szacunek i pamięć. Nie pozwolę na to, by ich grób, podobnie jak ich miłość, zostały zapomniane. To właśnie w tej chwili zaczęła w niej kiełkować ta myśl…Tu są jej korzenie: historia Jana i Heleny, miasto, które skrywa tyle tajemnic, piękny, mały domek, który otrzymali w spadku. Poczuła się tak, jakby odnalazła swoje miejsce na ziemi. Przepełniała ją radość. Gdyby miesiąc temu ktoś jej powiedział, że zakocha się w Pile, postukałaby się po głowie. Ale tak – tak było! Chciała móc powiedzieć o Pile: to moje miejsce, to moje miasto. Nagle jakby wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce i ukazały piękny obraz. Wiedziała, że ta decyzja, która właśnie się w niej narodziła jest słuszna. Miała wrażenie, że żyła w niej nieświadomie od dawna i tylko czekała na odkrycie. Musi zadzwonić do KZ Nieruchomości, odwołać sprzedaż domu, znaleźć ekipę remontową, musi….Cały szereg obrazów pojawiał się w jej głowie, ale nie przeraziło jej to. Wręcz przeciwnie, stało się celem, który chce się osiągać. Rozmyślania przerwał dzwonek telefonu… To mama…Powoli podniosła telefon, wcisnęła zieloną słuchawkę.

- Mamo… - szepnęła.

- Hej, co się stało? Masz taki dziwny głos? Halo, córcia? – w głosie mamy słychać było niepokój – Halo? Jesteś tam? – krzyczała zaniepokojona.

- Mamo, muszę Ci coś powiedzieć… - wolno wypowiadała te słowa, lecz w sercu miała stanowczą pewność.

- Co się stało?

- Nie sprzedam tego domu. Ja tu zostaję. Zakochałam się… Zakochałam się w Pile!




 

Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb klientów. Zmiany ustawień dotyczących plików cookie można dokonać w dowolnej chwili modyfikując ustawienia przeglądarki. Korzystanie z tej strony bez zmian ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

rozumiem